Publikacje

„ Moi autystyczni nauczyciele”

Gdyby tak sięgnąć pamięcią siedem lat wstecz to nazbierałoby się ich całkiem dużo. Jedni całkiem mali, inni trochę więksi, często zamknięci w sobie, sprawiający wrażenie nic nie słyszących, a wszyscy potrafią tak wiele nauczyć. I nie potrzebują wcale do tego studiów, kursów kwalifikacyjnych ani innych fakultetów. Wystarczy, że są ze mną przez dziesięć miesięcy w roku, pięć dni w tygodniu i pozwalają stopniowo wchodzić w swój świat. Czasem zdarza się, że jest to całkiem łatwe i naturalnie można wiele wypracować. Natomiast kiedy trafiam na ten „autystyczny” mur to nauka trwa o wiele dłużej. Mam na myśli edukację obustronną. Bo to nie tylko ja uczę. Ja w tym momencie też jestem uczniem. I to właśnie „moje” dzieci są najlepszymi nauczycielami. A czego uczą? Bardzo wielu jakże przydatnych w życiu umiejętności. Przede wszystkim cierpliwości.

Zanim rozpoczęłam pracę w „Bajce” uważałam się za osobę cierpliwą. Otóż okazało się, że trochę brak mi jej, ale szybko moi „nauczyciele” mnie w tej kwestii podszkolili. Gdyby nie owa cierpliwość związana nieodłącznie z jakże trudną sztuką czekania i wsłuchiwania się w innych, myślę że nie udałoby mi się wypracować z dziećmi tyle co do tej pory. Nie było to łatwe, ale udało się i jestem im za to wdzięczna. Cierpliwość jest niezwykle przydatną umiejętnością życiową. Bez niej można wiele stracić, a z nią dużo zyskać. Co ja zyskałam? Nowy sposób postrzegania świata. Bardziej skupiony na szczegółach dzięki którym można odnaleźć tę nić porozumienia między ludźmi neurotypowymi, a osobami ze spektrum. I to nie jest tak, że ja potrafię ją odszukać za każdym razem. Jednak dzięki cierpliwości łatwiej jest do niej dotrzeć pokonując po drodze wiele przeszkód i niejednokrotnie łykając gorycz porażki.

Empatia to kolejna z cech, której nauczyli mnie moi „specjaliści”. Kiedy zastanawiasz się po raz setny co zrobić, jak dotrzeć do dziecka to w pewnym momencie dochodzi do ciebie jakże oczywista odpowiedź. Spróbuj wczuć się w jego osobę. „Poczuj” tak jak on. Wyobrażając sobie siebie w świecie „nieposłusznych” zmysłów spróbuj rozmawiać, pisać, nawiązywać kontakty z innymi osobami. Jest to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Jednak, aby stało się realne muszę pomóc dziecku w pokonaniu jego trudności. A najlepiej je zrozumiem wczuwając się w jego osobę. Z empatią było podobnie jak z cierpliwością. Myślałam, że mam to opanowane do perfekcji. Otóż nie. Dziś mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem empatyczna i stale doskonale tą umiejętność w sobie. Ponieważ pomaga ona mi w pracy, jak również w życiu codziennym. I to właśnie Ci moi „nauczyciele” wypracowali we mnie tą piękną umiejętność. Jestem im za to wdzięczna. I tak naprawdę to chyba ja powinnam iść do nich z kwiatkiem 14 października, a nie oni do mnie.

Co jeszcze? Dzięki „autystycznym nauczycielom” nauczyłam się cieszyć z małych rzeczy, bo tak naprawdę tylko one przynoszą prawdziwą radość. Przeciętny nauczyciel w szkole masowej sukcesy edukacyjne osiąga niemal każdego dnia. Ja tak nie mam. Muszę na nie pracować bardzo długo, niejednokrotnie zmieniając formy, metody i środki pracy, aby uzyskać zamierzony efekt. Czasem trzeba czekać nawet kilka miesięcy, ale warto. Bo kiedy widzi się ten malutki kroczek na przód to wiem, że moja praca nie poszła na marne i cieszę się tym niesamowicie. Nie oczekuję „efektu wow”, ale tego małego światełka w tunelu, które sprawia, że chce się krzyczeć z radości. Cieszmy się drobiazgami, bo w nich ukryte jest szczęście. Umiem się cieszyć. Nie z wiersza mechanicznie wykutego na pamięć, ale z prawidłowo rozpoznanej litery, z „dzień dobry” usłyszanego rano po kilku miesiącach pracy,  z umiejętności przywitania się z drugą osobą po trzech miesiącach tłumaczenia i odgrywania scenek w ramach Treningu Umiejętności Społecznych. Umiem. Już umiem. I to jest super. Dziękuję Wam drodzy „nauczyciele”. Mam nadzieję, że nadal pozostaniemy w tak dobrych, wzajemnych relacjach nauczycielskich.

Urszula Prawdzik – Raszewska

 

                                                                                            ««««««««««    »»»»»»»»»»»

 

Dzisiaj Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Z tej okazji sporo mówi się o ludziach dotkniętych tym zaburzeniem. Na pewno wciąż za mało i zbyt powierzchownie, bo jak wiemy autyzm ciągle zaskakuje… ale dobrze, że w ogóle temat powoli przebija się do społecznej świadomości. Jako mama dziecka autystycznego chciałaby też poświecić chwilę uwagi rodzicom takim jak ja. Czyli najpierw przerażonym, potem zagubionym, często wściekłym, bezsilnym, płaczącym do poduszki i długo zastanawiającym się, dlaczego akurat moje dziecko.
Jak to możliwe, że rumiany, radosny bobas, pełen życia, oczko w głowie całej rodziny, tak z dnia na dzień schował się w innym świecie? Nie rozumie co do niego mówią, do tej pory kochana mama i tata. Przestaje się bawić, przestaje się uśmiechać, nie widzi innych ludzi. Znika w jakiejś otchłani, do której my rodzice nie umiemy dotrzeć. Ktoś nam zaczarował dziecko? Niech je odda z powrotem.
Wpisuję codziennie objawy w wyszukiwarkę, licząc na to, że może dziś pokaże coś innego. Autyzm, autyzm i jeszcze raz autyzm. A może rozwiązując test pt: „Sprawdź czy twoje dziecko ma autyzm” trochę oszukam i wyjdzie dobry wynik. Mimo zakłamywania rzeczywistości internetowa diagnoza jest jednoznaczna. Ale to przecież niemożliwe. Jak to autyzm?! Już nigdy nie będzie mówił? Nie będzie miał przyjaciół? Nie pójdzie od normalnej szkoły? Nie będzie kimś? Będzie nienormalny? Nie! Wszyscy tylko nie moje dziecko. Każdy dzień to karmienie się nadziejami, oszukiwanie samego siebie, minimalizowanie dziwnych zachował, szukanie tłumaczeń, tracenie energii na odsuwanie od siebie myśli, które są jednoznaczne- twoje dziecko ma autyzm.
Napady szału w sklepie, histeria przy całej rodzinie, gryzienie obcych ludzi, kopanie, ucieczki, wrzaski, których nie sposób już znieść. I ciągłe pytania „życzliwych”- jeszcze nie mówi?, jeszcze w pieluchach? Przełykasz ten wstyd- raz, drugi, dwudziesty i nawet zapominasz jak to jest kiedy jest normalnie.
Wizyta w poradni. Od wejścia wiesz jaka będzie diagnoza. Nie trzeba być psychologiem, żeby to wiedzieć. Dostajesz diagnozę, podlaną tanią litością- proszę pójść z dzieckiem do psychiatry, dziękuję, do widzenia, następny.
W końcu nie ma już ucieczki- jasno napisane na białej kartce- całościowe zaburzenie rozwoju, autyzm wczesnodziecięcy. NARESZCIE! Teraz już nie ma odwrotu- masz w domu autystę. Nie wyrośnie z tego, nie ma na to tabletek, nie cofniesz czasu i go nie naprawisz. AUTYSTA. Potwierdzony urzędowymi pismami.
Paradoksalnie w całej tej, jak mi się wtedy wydawało tragedii, diagnoza była najlepszym momentem. Nie trzeba było już udawać przed sobą i rodziną, że ma się zwyczajne, normalnie rozwijające się dziecko. Wreszcie koniec tego teatrzyku. Można być sobą i pozwolić na to samo dziecku.
Moment otrzymania diagnozy to totalny punkt zwrotny. To moment kiedy w domu nastał spokój. Kiedy wreszcie zaakceptowaliśmy swoje dziecko. I zamiast tracić czas na wylewanie łez, zaczęliśmy działać. Pierwsza myśl- Wasza szkoła. Pierwsze wrażenie- wreszcie nikt na nas nie patrzy z litością. Wreszcie ktoś widzi w naszym dziecku człowieka z potencjałem, a nie wrednego bachora sprawiającego problemy. Wreszcie oddech. Kilka pierwszych dni w „Bajce” i słyszę pierwszy wierszyk w wykonaniu mojego dziecka. Płaczę jak głupia. Jakby co najmniej odbył lot na Marsa i z powrotem. Moje dziecko mówi! Kolejne tygodnie to kolejne spektakularne (dla nas rodziców mega spektakularne) sukcesy. Patrzy na nas, odwzajemnia uśmiech, mówi coraz więcej, jest spokojny, rozumie co mówimy, coraz mniej schematów, coraz więcej zwykłej dziecięcej radości.
Minęło już sporo czasu od tego o czym piszę. Teraz mam syna, który nie tylko mówi, ale wręcz nawija. Mam syna, który ma szaloną wyobraźnię i pomysły. Mam syna, z którego jestem dumna. Mam syna, który mówi, że mnie kocha i potrzebuje. Mam syna, który jest wesołym, kolorowym i pełnym energii dzieckiem.
I nawet gdyby tego wszystkiego nie osiągnął i nadal był niemówiącym urwisem od rana do nocy kartkującym gazetki reklamowe ze sklepów ( kiedyś jego ulubione zajęcie) to przecież to mój syn, którego kocham, czyli akceptuje.
Wszyscy rodzice muszą kochać i akceptować swoje dzieci, ale rodzice autystyków muszą to robić sto razy bardziej. Jako rodzice takich dzieci wiemy co to wstyd, upokorzenia, bezsilność, gniew, brak pomocy, brak zrozumienia. Dlatego nie fundujmy tego naszym dzieciom.
Często widzę dzieciaki, u których ja-totalny laik rozpoznaję autyzm. Ich rodzice też już to wiedzą, ale tak jak ja kiedyś uciekają od tej myśli. Widzę w ich spojrzeniu to przerażenie i zagubienie, które sama czułam. Podobno najbardziej boimy się tego czego nie znamy. Więc poznajmy nasze dzieci i ich autyzm. Może ten „potwór” wcale nie jest taki straszny jak o nim myślimy?

Mama
(nie mama dziecka autystycznego, tylko po prostu mama)

                                                                                 **************       **************

Nie jesteśmy uczeni jak być rodzicami. Stajemy się mamą, tatą zupełnie bez przygotowania. Jakąś teorię posiadamy, trochę wiedzy „podejrzanej” od naszych rodziców. Oczywiście posiadamy też wielu doradców. Czy to wystarczy? Wydaje się, że tak. Przecież całe pokolenia na tym bazowały.

Oprócz powyższych mamy intuicję, energię, jesteśmy zaangażowani i przede wszystkim kochamy nasze dziecko. Nie musimy być idealni- zresztą co znaczy być idealnym? Ważne są relacje, rozmowa z dzieckiem. Oczywiście już od pierwszej chwili maluch komunikuje i od początku ustawia nas pod siebie:). Ważne aby dać mu na to przestrzeń, stale uczyć go nowego, pozwalać doświadczać.

Zabawy w a kuku, noski eskimoski, sroczkę, robienie min, śpiewanie dziecku, głaskanie, tulenie – to nasz język z maluchem. To uczenie się siebie nawzajem. Przypatrujemy się sobie, poznajemy. Im starszy maluch tym większy zakres zabaw, tym bardziej „wysublimowana” komunikacja. A co się dzieje gdy jej nie ma? Nasz strach, obawa, stałe napięcie to jednocześnie strach, obawa i napięcie naszego dziecka. Wiem jak trudno nad tym zapanować, ale wiem jakie to ważne nie dać się zdominować lękowi. Pamiętajmy , ze komunikacja to nie tylko mowa. Mówimy ciałem, gestem, dotykiem, wzrokiem. Uwierzmy, że do mówienia nie jest potrzebny głos.

Brak mowy czy też jej opóźniony rozwój nie jest największym problem. Problemem nie jest także nieumiejętność werbalizowania, problemem jest brak komunikacji w ogóle. Czekając na mowę, często ją wymuszając u dziecka, zapominamy o relacjach. O mądrym podążaniu za tą małą istotą.

Gdy mój syn miał dwa lata przestał mówić. Oszalałam. Szukałam ratunku u każdego i wszędzie. Teraz wiem, że w ferworze poszukiwań straciłam czas, który mogłam poświecić dziecku. Bo wszystko opiera się na akceptacji, na „zdrowym” podejściu do sytuacji, na określeniu co jest najważniejsze, dialogu z rodziną i bliskimi, patrzeniu na świat „szerokim obiektywem”. W przypadku dziecka z trudnościami komunikacyjnymi pierwsza jest diagnoza: rzetelny obraz dziecka- zmysły, neurologia, alergie, hormony, może geny. Nie skupiajmy się na wywołaniu mowy za wszelka cenę, raczej skupmy się na rozwijaniu samodzielności bo to może być kluczem do podniesienia kompetencji komunikacyjnych..

Mądrze podążajmy za dzieckiem. Moim zdaniem oznacza to przyglądanie się dziecku, uczenie się jego języka i uczenie go nowych rzeczy. Uwierzcie, że dwulatek może być samodzielny jak na dwulatka przystało. Może zbierać zabawki, korzystać z toalety, myć buzię, rączki i ząbki, jeść, pić. Jest w stanie stosownie do swojego młodego wieku, decydować o tym co ma ochotę zjeść, wybierać produkty w sklepie, decydować o tym gdzie chce pójść, wybierać bajkę do czytania, zabawy. Często diagnoza powoduje, że zapominamy o tym, co może nasze dziecko, skupiamy się na tym czego nie może i włączamy tryb „permanentne wyręczanie i ochrona”. Zdarza się, że mamy wręcz zabierają dziecku możliwość stawania się samodzielnymi.

Warto poczytać o tym co dziecko „powinno” umieć w określonym wieku. Być może w swoim rozwoju ominęło jakieś ważne punkty, coś jak „rozwojowe kamienie milowe” bez zaliczenia których trudno mu będzie iść dalej. Zastanówmy się jak możemy mu pomóc je zdobyć. To, że nasza pociecha będzie potrzebowała więcej czasu i uwagi to nie powód aby się poddawać, a już na pewno nie wymówka do wyręczania. Przysłowie mówi: Czego się Jaś nie nauczy tego Jan nie będzie umiał. To dotyczy każdego dziecka.

WAŻNE: Komunikacja to nie tylko mowa. Nie przeskakujmy na wyższy poziom rozwoju malucha dopóki nie zbudujemy solidnych fundamentów. Nie wyręczajmy naszych dzieci w czynnościach, które są w stanie zrobić. Szacunek to także pozwalanie na samodzielność. Decydowanie o sobie to wolność – nie zabierajmy jej naszym dzieciom. Zapewnijmy im dobre życie – tak wiele zależy od nas.

Autor: Urszula Duda

*******************       *******************

Kiedy nadchodzi czas rozpoczęcia pierwszej klasy przez dziecko z autyzmem/Zespołem Aspergera, to przed nauczycielem stoi nie lada wyzwanie. Bo na czym opiera się edukacja wczesnoszkolna? Na ciepłych i serdecznych relacjach nauczyciel – uczeń i uczeń – nauczyciel, opartych na wzajemnym dialogu. U dzieci zdolność mówienia jest bardzo zróżnicowana. Niektóre nie mówią w ogóle, inne zaś płynnie posługują się językiem. Wydawać by się mogło, że używanie mowy werbalnej jest jednoznaczne z możliwością i chęcią podejmowania rozmowy. Natomiast przy braku lub znacznym opóźnieniu mowy często edukację spisuje się na straty. Nic bardziej mylnego.

W jednym i drugim przypadku dziecko ZAWSZE chce komunikować się z innymi ludźmi! Jednak z uwagi na występujące u niego zaburzenia, nie wie jak to robić lub komunikat niewerbalny przez nie wysyłany, jest źle rozumiany. Zadaniem nauczyciela jest odkrycie pewnego rodzaju „kodu komunikacyjnego”, który wykorzystuje dziecko. Rolę komunikatu może pełnić echolalia, samouszkodzenie, zachowania agresywne, krzyk, płacz, itp. Czasem wystarczy odrobina cierpliwości, bo może się okazać, że nasz uczeń potrafi komunikować się, tylko potrzebuję więcej czasu na „przetrawienie” pytania i udzielenie odpowiedzi. Wnikliwa obserwacja pozwala zrozumieć znaczenie zachowań i odkryć drogę do komunikacji. Niezwykle istotne jest tu indywidualne podejście do dziecka, zrozumienie, empatia, które ułatwiają poznać powody jego postępowania. Jeśli przez to przebrniemy i odnajdziemy cienką (początkowo) „nić porozumienia” to jest to sukces, którym dalszym etapem będzie zdobywanie nowych umiejętności edukacyjnych. Dopiero wtedy stopniowo zaczynamy wprowadzać treści dostosowane do potrzeb i możliwości małego ucznia. Wzajemna współpraca i akceptacja są niezwykle ważne. Edukacja musi być przeprowadzona indywidualnie, w oparciu o rozpoznanie mocnych i słabych stron każdego dziecka. Jeśli nasz uczeń pasjonuje się samochodami, dinozaurami czy klockami lego tych zainteresowaniach powinniśmy bazować. Edukacja stolikowa przy ćwiczeniach i elementarzu nie ma tu racji bytu. Możemy wprowadzić literkę „d” na podstawie zabawy dinozaurami, a cyfrę 5 licząc owe gady. Kreatywne myślenie skupione na indywidualnych zainteresowaniach dziecka to pewny sukces. Uczniowie z autyzmem/ZA mają problemy z organizacją. Im bardziej złożone zadanie tym większe prawdopodobieństwo, że dziecko zablokuje się i nawet nie rozpocznie jego wykonywania albo zaprzestanie wykonywania w trakcie. Podzielmy dziecku zadanie na mniejsze etapy lub przedstawmy mu plan jego wykonania. Często bardziej przydatne okazują się instrukcje obrazkowe lub konkrety, które najlepiej obrazują istotę danego zagadnienia. Możliwość dotknięcia przez ucznia danego przedmiotu, powąchania go, postukania w niego itp. są bardziej cenne niż najpiękniejsze opowiadanie. Dajmy dzieciom możliwość zdobycia wiedzy poprzez doświadczanie i samodzielne działanie. Taki sposób edukacji jest o wiele przyjemniejszy, a docierając do ucznia wieloma kanałami-zmysłami skuteczniej go uczymy. Nasi uczniowie mogą mieć problemy z generalizowaniem wiedzy, czyli nie potrafią wykorzystać zdobytej wiedzy w innej sytuacji np. wie, że należy mówić „dzień dobry” po wejściu do klasy, natomiast nie zrobi tego po wejściu do sklepu. Dlatego niezwykle istotna jest tu ścisła współpraca z rodzicami i terapeutami, bo dzięki wspólnej pracy skupionej na jednym celu, łatwiej jest osiągnąć zamierzony efekt. I jeszcze jedno – chwalmy dzieci za każdy, nawet najdrobniejszy sukces, za chęć w ogóle rozpoczęcia nowego zadnia. Jest to niezwykle istotne, bo zwiększa w małym człowieku poczucie własnej wartości oraz motywuje do podejmowania dalszych działań.

Dla dzieci z autyzmem nauka często stanowi wyzwanie, ale nauczyciele, którzy zrozumieją związane z procesem nauczania zagadnienia poznawcze i percepcyjne mogą z powodzeniem pomóc im wydobyć drzemiący w nich potencjał.

Autor: Ula Prawdzik-Raszewska

***************     **************

Jestem dorosłym z ASD. Może nawet “trochę bardziej” niż dorosłym – niedawno doszedłem do tego co niektórzy nazywają “kwiatem wieku”. Życie mnie zdecydowanie nie rozpieszczało. Wraz z grupą podobnych mi osób próbujemy pomóc młodym ze spektrum odnaleźć się w “neurotypowym” świecie. Cóż mogę Ci poradzić?

  • Na samym początku – to co najważniejsze. Ucz się samodzielności. Samodzielność to i poczucie własnej wartości, i godności, ale przede wszystkim wolność i niezależność. Co to jest ta samodzielność? Może dziwnie to zabrzmi – ale to przede wszystkim umiejętność zrobienia sobie jedzenia, uprania ciuchów, doprowadzenia do społecznie akceptowalnego wyglądu, i uzupełnienia zapasów. Bez tego w życiu naprawdę się nie da funkcjonować
  • Przeraża cię pójście do urzędu, albo spotkanie nowych ludzi? A może odbieranie nieznanych telefonów? Robienie nowych rzeczy? Wiesz co? Mnie też. Znam na to jedną metodę: próbuj. Trenuj. Im częściej ci się uda, tym częściej będzie ci się udawać i te doświadczenia będą lżejsze. Jeśli sobie odpuścisz – w pewnym momencie to unikanie czy zwalenie na innych będzie coraz łatwiejsze, a jeśli tych innych z jakiejś przyczyny nie będzie w pobliżu…
  • Jest jeszcze jedna rzecz którą warto trenować. Ludzie różnie na to mówią: wola, siła charakteru czy siła psychiki. To jest to coś co pomaga opanować lęki, podnieść się po porażkach i iść do przodu. To coś co chroni przed manipulacją, naciskiem, ale i uzależnieniami. To coś co jest konieczne aby kontrolować swoje życie, i nie pozwolić kontrolować go “czynnikom zewnętrznym” – wliczając w to innych ludzi.
  • Masz swoje “patenty” – metody na radzenie sobie z życiem, ludźmi, problemami – również takimi jak na przykład nadwrażliwości czy specyficzne potrzeby? Zapisuj je. W notesie (takim lepszym, dużym, bo te małe lubią ginąć), albo na blogu (choćby takim zamkniętym, dostępnym tylko dla ciebie). Pamięć jest zawodna, nawet jeśli masz naprawdę świetną – a takie notatki pozwolą ci zobaczyć co działa, co wydaje się że działa ale jednak nie działa, a co szkodzi, i pomogą ci wprowadzić poprawki. Czasem mała zmiana przynosi świetne efekty.
  • Nie masz jeszcze swoich “patentów”? Nie martw się. Żyjemy w epoce informacji. W sieci znajdziesz dorosłych weteranów ASD, tzw “self-adwokatów”. Warto ich posłuchać.
  • Masz swoje przyzwyczajenia, potrzeby, zainteresowania, pasje? Wykorzystuj je i rozwijaj. Nawet jeśli w pewnym momencie otoczenie (szczególnie te neurotypowe) będzie mówiło że to dziwne, albo że “w pewnym wieku nie wypada”. Z perspektywy czasu – trzydziesto, czterdziesto czy choćby sześćdziesięciolatek który czyta mangi i lubi coś zbudować z Lego to nic bardzo dziwnego. A jeśli uda ci się przekształcić swą pasję w zawód – tym lepiej dla ciebie. A wierz mi – to całkowicie możliwe.
  • Pamiętaj, że ludzie dzielą się na mądrych którzy są otwarci na wiedzę i uczą się całe życie, i tych pozostałych. Nigdy nie wiesz jaka umiejętność ci się kiedyś przyda, więc korzystaj z każdej okazji by nauczyć się czegoś nowego. Czasem dzieje się tak że wymarzona praca czy aktywność może trafić ci się dzięki zdawało by się zupełnie zbędnej umiejętności.
  • Zapytasz może “po co mi to wszystko”. Zastanów się czego chcesz od życia? Siedzieć w czterech ścianach? Jeśli tak – cóż, w takim wypadku naprawdę nie potrzeba ci dużo więcej niż zdolność siedzenia, którą o ile pamiętam nabywa się w bardzo wczesnym dzieciństwie. A może marzysz o czymś szczególnym… Powiedzmy – jeździć terenówką, zwiedzać świat, czy choćby wejść w środowisko profesjonalnego gamingu? Dlaczego podaję te przykłady? Ponieważ mi się to właśnie udało – na przekór tym wszystkim którzy twierdzili że “taki” nie skończy ogólniaka, studiów, nie znajdzie pracy. Znam co najmniej kilkadziesiąt osób z ASD, z całego świata, którym też się udało to co było dla nich ważne – czy to założenie szczęśliwej rodziny, czy to zobaczenie kawałka świata. A czasem i jedno i drugie.
  • Na koniec najważniejsze. Jestem inny. Ty też jesteś. W końcu mamy ASD, co znaczy że nasz układ nerwowy działa inaczej. Pamiętaj by nie dać sobie wmówić że “inny” = “gorszy”, że masz być taki jak średnia statystyczna. Ta “inność” powoduje że często jesteśmy lepsi niż średnia – bardziej wrażliwi, często szybciej się uczymy czy dostrzegamy rzeczy lub powiązania których inni nie widzą. Często to właśnie my jesteśmy lokomotywą postępu. Zaakceptuj swoja inność i naucz się ją wykorzystywać.

Autor: Marek Stankiewicz

**************     **************

Bardzo często rodzice pytają mnie, czy ich dziecko rozwija się prawidłowo. Największy niepokój budzi nieprawidłowy lub opóźniony rozwój mowy.

Już noworodki posługują się głosem, by poinformować mamę o swoich potrzebach. Niemowlęta patrzą jej w oczy i nawiązują z nią kontakt emocjonalny. Płaczą, gdy czegoś chcą. Nakarmione i przewinięte, tulone w ramionach, słuchają głosu rodziców i gruchają z radości. Dzieci dwuletnie posługują się około 200 słowami. Coraz częściej w ich mowie pojawiają się wyrażenia dwuwyrazowe i proste zdania. Ich słownik poszerza się z każdym dniem o nowe słowa. Trzylatki gadają bez przerwy i zadają nieskończoną ilość pytań. W śmieszny sposób przekręcają trudne wyrazy. Czterolatki opowiadają, co wydarzyło się w przedszkolu, co jadły, z kim i w co się bawiły. Jeszcze nie wymawiają wszystkich głosek prawidłowo, ale ich mowa jest coraz wyraźniejsza. Siedmiolatki prawidłowo wymawiają wszystkie głoski, uczą się czytać i stosować zasady gramatyki w mowie spontanicznej. Mowa rozwija się w dialogu. Służy do informowania o własnych potrzebach, zainteresowaniach, opiniach i obawach. Jest najprostszym sposobem, by rozładować napięcia emocjonalne, nawiązać kontakty z innymi ludźmi, przystosować otoczenie do własnych potrzeb, manipulować innymi osobami, dorosłymi i rówieśnikami. Jest także materiałem umożliwiającym wykonywanie skomplikowanych, abstrakcyjnych operacji umysłowych. Dzięki mowie możemy myśleć. Rozwój mowy i kompetencji komunikacyjnych podlega procesom rozwojowym i następuje u większości dzieci mniej więcej w tym samym czasie i w takiej samej kolejności. Tempo rozwoju mowy zależy od właściwości dziedzicznych oraz od środowiska, w którym dziecko przebywa. Na genetykę nie mamy jeszcze wielkiego wpływu, możemy natomiast w znacznym stopniu wspomóc rozwój dziecka poprzez dostosowanie otoczenia do jego potrzeb. To bardzo łatwe. Dziecko nie może być samo. Niech będzie z tobą zawsze i wszędzie. Nigdy nie jest za wcześnie, by zabierać je ze sobą do kuchni, do łazienki. Niech słucha szumu lodówki i pralki, warczenia odkurzacza, niech razem z tobą gotuje, pierze sprząta, chodzi na zakupy i wyprowadza psa. Zwracaj jego uwagę na rzeczy, które się obok niego znajdują. Nazywaj je i pokazuj do czego służą. Opowiadaj mu, co robisz. Śpiewaj mu piosenki. Uwierz mi, można śpiewać nawet o obieraniu ziemniaków i zmywaniu talerzy. Twój śpiew przyniesie lepszy skutek niż najlepszej jakości nagranie wybitnego piosenkarza. Niech trzyma w rękach, oblizuje i wącha produkty spożywcze, niech tłucze łyżką w pokrywki od garnków, niech miesza rękami sałatki, ciasto, lepi pierogi, przesypuje kaszę, fasolę i groch, niech wybiera zabawki z kisielu i rozmazuje jajko po podłodze. Podłoga jest najlepszym miejscem dla dziecka. Z niej nie spadnie. Będzie miało dużo przestrzeni do obracania się, pełzania i raczkowania. Jeśli nawet wyje pokarm z psiej miski, to też nic mu się nie stanie (psu też). Daj dziecku jedną szufladę czy szafkę, którą będzie mogło zamykać i otwierać do woli (uwaga na ręce, zabawa pod kontrolą!). Wkładaj do niej różne skarby, aby dziecko mogło je odkrywać. Może to być pognieciona, szeleszcząca gazeta albo jakaś inna wypasiona zabawka. Chodźcie codziennie na spacery, bez względu na pogodę. Nie ma lepszego sposobu, by nabrać odporności. Chodźcie po kałużach, biegajcie boso po trawie, bawcie się w piasku. Pokazuj mu różne ciekawe rzeczy. Daj do potrzymania kamień, patyk, ptasie piórko. Zapytaj właściciela, czy może pogłaskać jego psa. Mów do dziecka. Opisuj jego świat. Opisuj jego emocje i uczucia. Dziecko ma prawo się złościć, ale musi wiedzieć, że w ten sposób do niczego ciebie nie zmusi. Nie bój się mu powiedzieć, że mama też człowiek i musi chwilę odpocząć. Używaj słowa NIE, by wiedziało na co się nie zgadzasz i w prosty sposób wyjaśniaj mu dlaczego. Czasem wystarczy stwierdzenie, że takie są reguły. Pozwalaj mu samemu wybierać, co chce zjeść, w co chce się ubrać i gdzie iść na spacer. Niech samo zje, umyje talerzyk i rączki, pozbiera zabawki. Niech pomoże ci włożyć pranie do pralki i niech podaje spinacze, gdy wieszasz je na suszarce. Czytajcie książeczki. Pokazujcie i nazywajcie literki. Liczcie wszystko, co da się policzyć. Poświęć kawałek ściany, na której dziecko będzie mogło rysować. Razem oglądajcie bajki, omawiajcie je i odgrywajcie scenki z bajek. Wcielajcie się w różnych bohaterów i prowadźcie zmyślone dialogi. Poślij dziecko do przedszkola. Organizuj mu spotkania i zabawy z rówieśnikami ale nie porównuj go do innych dzieci. Każdy człowiek jest jedyny w swoim rodzaju. Niepowtarzalny.

Jeśli nadal nie będziesz pewna, czy twoje dziecko rozwija się prawidłowo – udaj się do specjalisty, logopedy lub pedagoga.

Autor: Barbara Wierzbowska-Lebiediew

**************     **************

Adolescencja (okres życia między dzieciństwem a dorosłością, charakteryzujący się przeobrażeniami w budowie i wyglądzie ciała, psychice – kształtowaniu osobowości, postawach wobec własnej i drugiej płci, pełnieniu roli społecznej) przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie i często „atakuje” nieznanym. Dziecko przestaje czuć się dzieckiem, ale czy również nim być? Ta cienka granica dla wielu młodych ludzi staje się murem nie do przebicia. Zderzają się oni z rzeczywistością zmian, oczekiwań, własnych, nieznanych emocji. A jeśli oprócz tego nie spotkają się ze zrozumieniem ze strony rodziców, czy nauczycieli mur może ich skutecznie odgrodzić od społeczeństwa.

Niemalże każdego dnia staram się takie mury kruszyć zderzając się z codziennością moich „dzieciaków”. Tak, moich, choć ich rodzicem nie jestem. Innego podejścia sobie nie wyobrażam, bo jeśli nie zrozumiem ich problemów, to jak mam im pomóc je rozwiązać? Na co dzień jestem nauczycielem języka polskiego, który wcale nie jest ulubionym przedmiotem uczniów ze spektrum. Dlaczego? Głównie przez nawał analiz abstrakcyjnych tekstów, omawiania wysublimowanych wierszy, drążenia tego, „co autor miał na myśli”. Większości zagadnień nie da się doświadczyć, zobaczyć, dotknąć. Dlatego też ze znanych sobie metod nauczania wybieram te, które pozwalają na minimalną choć wizualizację treści, korzystam z zasobów Internetu i dostępnych aplikacji, które swoją atrakcyjnością mobilizują uczniów do pracy. Każde nowe zagadnienie ćwiczę wielokrotnie, na wiele różnych sposobów tak, by widzieli, że każdy problem ma wiele rozwiązań. Jednak sama edukacja to nie wszystko. Zrealizowana podstawa programowa nie sprawi, że ich świat będzie piękniejszy, bardziej kolorowy, prostszy. Często już z założenia nastolatki negują każdą nowość z jaką się spotykają. Pozwalam im na to, mają takie prawo. Moi uczniowie wiedzą, że nie muszą wszystkiego lubić, ale muszą się wzajemnie szanować. Ta zasada dotyczy również mnie, dlatego też nierzadko przerywamy lekcję, by omówić ważne dla nich zagadnienie. Zarówno nowo powstały pokemon, jak i kłótnia z rodzicami spotyka się z takim samym moim zainteresowaniem. Zdaję sobie sprawę, że bez zrozumienia nie będzie porozumienia.

Moi uczniowie są na różnym poziomie komunikacji. Jednym rozmowa i wyrażanie własnych myśli przychodzi łatwo. Inni potrzebują więcej czasu, a jeszcze inni mówią śpiewając, czy rysując. Każdy z nich może liczyć na moje wsparcie i mój czas. Ale wiedzą również, że ja nie tylko słucham, ja również, tak jak oni, mam swoje zdanie. Niejednokrotnie odmienne. Nie narzucam go jednak. Często nie komentuję, nie doradzam, czekam, aż sami znajdą odpowiedź na nurtujące ich pytanie. Niejednokrotnie toczyliśmy boje o swoje racje, przeciągaliśmy linę argumentów, by przeforsować swoje zdanie.

W relacjach z nastolatkami staram się stwarzać swobodną atmosferę. Śmiech jest dobry na wszystko, a jeszcze gdy nauczyciel potrafi sam się z siebie śmiać, kiedy pokazuje, że tak jak jego uczniowie popełnia błędy, nie jest nieomylny to mur zaczyna kruszeć. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystko rozumiem, że nie wszystko o nich wiem i nie zawsze będę w stanie pomóc. Jednak uważam, że każdy na prawo do swoich tajemnic, do robienia głupstw i uczenia się na nich. Nie roztaczam klosza nad swoimi uczniami usprawiedliwiając to ZA, czy autyzmem. Nie jest to dla mnie żadne usprawiedliwienie, ani ułomność. Dlaczego? Ponieważ na co dzień widzę na ile te dzieciaki stać i ile robią, by wykuć choć małe okienko w murze codzienności.

Autor: Marzena Mackiewicz

**************      **************

Polityka integracji społecznej osób niepełnosprawnych została w ostatnich latach zmieniona z zasiłków i wsparcia jako jedynych środków integracji, na rozwój samowystarczalności, autonomii, integracji z lokalnymi społecznościami i ogólnie życia społecznego (Knizikevičiūtė, 2010). Konieczność mobilizowania osób niepełnosprawnych do udziału w życiu społecznym i ich równe prawa nie budzą obecnie wątpliwości. Jednak faktyczna sytuacja osób niepełnosprawnych na Litwie nie jest dobra, nie tylko ze względu na trudności gospodarcze. Większość ludności nadal patrzy na osoby niepełnosprawne umysłowo jako na te, które powinny żyć i pracować oddzielnie. Istnieje jednak wiele różnych instytucji i organizacji pozarządowych walczących z takimi fałszywymi przekonaniami i dążących do poprawy umiejętności społecznych osób z niepełnosprawnością intelektualną. Jednym z głównych wyzwań, przed jakimi stoją, są trudności komunikacyjne osób niepełnosprawnych.

Życia społeczne jest niezwykle ważną częścią życia każdej osoby i jest nierozerwalnie związane z komunikowaniem się z innymi ludźmi. Obserwuje się iż osoby z długotrwałą niepełnosprawnością psychiczną charakteryzują się ograniczonymi relacjami interpersonalnymi (Petrauskienė, Daunoraitė, 2009). Ta sytuacja powstała z różnych powodów, takich jak: zachowanie krewnych oparte na stereotypach przeciwko osobom niepełnosprawnym, negatywne postawy społeczne, nadopiekuńczość lub brak wiedzy pracowników służby zdrowia i pracowników socjalnych. Wszystko to sprawia, że osoby niepełnosprawne są spychane w wykluczenie społeczne, a tym samym ograniczają komunikację z innymi.

Zarówno w literaturze naukowej, jak iw praktyce zaobserwowano, że jednym z najważniejszych czynników, które komplikują komunikację między osobami z niepełnosprawnością, są trudności z rozpoznawaniem emocji i zarządzaniem nimi.. Ubóstwo emocjonalne i destrukcyjne wyrażenie złość mają negatywny wpływ na procesy komunikacji osób z upośledzeniem umysłowym (Slizko, 2010; Knizikevičiūtė, 2010; Matheson, 2005). I. Slizko podkreśla, że 90 procent osób z umiarkowaną niepełnosprawnością intelektualną ma tendencję do ignorowania otoczenia z powodu swoich trudności emocjonalnych. 55 procent osób niepełnosprawnych stale obawia się czegoś, a ten sam odsetek osób pracujących z niepełnosprawnymi wskazuje, że osoby niepełnosprawne często zachowują się agresywnie wobec innych z powodu niemożności właściwego wyrażania emocji(Slizko, 2010). Jest wiec niezwykle istotne by pomóc osobom niepełnosprawnym w rozwijaniu ich umiejętności emocjonalnych, społecznych i intelektualnych, które są niezbędne do pełnoprawnego życia, uczenia się i pracy w społeczeństwie.(Barchrach, 1992; Anthony, Cohen, Fark, 2002). . A. Zaporozhec (1985) stwierdza, że badania nad emocjami mają znaczną wartość psychologiczną i pedagogiczną, ponieważ nowe pokolenie rodziców i pedagogów poszukuje nie tylko metod nauczania określonego systemu wiedzy, ale także kształtowania właściwych reakcji emocjonalnych. Zdaniem autora ważne jest, aby zarówno osoby z niepełnosprawnością, jak i ich krewni zrozumieli wszystkie emocje i reakcje emocjonalne, które istnieją w naszym społeczeństwie.. Ponadto muszą one znać konstruktywne sposoby wyrażania emocji. Jest to ważne, ponieważ rozpoznawanie emocji i zarządzanie nimi stało się jednym z najważniejszych elementów konstruktywnej komunikacji w obecnym społeczeństwie. Niestety materiał metodyczny „Co warto wiedzieć o integracji osób niepełnosprawnych?” (2010), edukacja włączająca (na przykład integracja nastolatków niepełnosprawnych w szkołach ogólnokształcących) nie obejmuje wszystkich wymaganych obszarów. Na przykład, gdy młoda osoba niepełnosprawna, która spędzała dużo czasu w domu, zostaje przeniesiona do szkoły powszechnej, główny nacisk koncentruje się na procesie nauki, mimo że ważniejsze jest zwracanie uwagi na problemy komunikacji.. (Kierienė, 2010). Każdemu nowicjuszowi trudno jest przystosować się do nowego środowiska – powinieneś to pamiętać, jeśli kiedykolwiek przeprowadziłeś się do nowej dzielnicy, mieszkania lub przypomnisz sobie pierwsze tygodnie w pracy. Tymczasem emocjonalna reakcja młodej osoby z niepełnosprawnością na zmiany i związane z nimi problemy jest silniejsza, ponieważ osoby takie są bardziej wrażliwe i mają mniej umiejętności adaptacyjnych.

Pokazuje to, że integracja osób z niepełnosprawnością intelektualną jest bardzo ściśle związana z ich trudnościami komunikacyjnymi, które często są spowodowane niemożnością rozpoznawania emocji i ich konstruktywnej ekspresji w społeczeństwie. Oczywiste jest więc, że zwrócić szczególna uwagę na problemy integracji osób niepełnosprawnych na Litwie.

Doc. dr. Kristina Žardeckaitė – Matulaitienė, e-mail: kristina.zardeckaite-matulaitiene@vdu.lt

Psychologist Viktorija Gaidytė, e-mail: viktorija.gaidyte@gmail.com